Porady

Czy internet satelitarny działa wszędzie, czy też są czarne dziury?

Internet satelitarny zasięg internetu

Wyobraźmy sobie podróżnika – nazwijmy go Marek – który szykuje się na wyprawę do Kenii. Marek jest przyzwyczajony do pracy zdalnej i ciągłego dostępu do sieci. Słyszał o usługach pokroju Starlink od Elona Muska, obiecujących internet z satelity praktycznie w każdym miejscu na Ziemi.

Rodzi się jednak pytanie: czy mając talerz satelitarny w plecaku, będzie mógł cieszyć się łączem absolutnie wszędzie, czy jednak natrafi na komunikacyjne „czarne dziury” pozbawione sygnału? Przyjrzyjmy się realiom satelitarnego Internetu – od technologii LEO vs GEO, przez zasięg i ograniczenia terenowe, po sytuację w Afryce i praktyczne aspekty takie jak cena, opóźnienia i roaming.

LEO kontra GEO – kosmiczna różnica w technologii

Zanim ruszymy z Markiem na safari, zrozummy podstawy. Istnieją dwa główne podejścia do internetu satelitarnego: klasyczne satelity geostacjonarne (GEO) oraz nowocześniejsze konstelacje satelitów niskoorbitalnych (LEO).

GEO (Geostationary Earth Orbit) – to tradycyjne satelity umieszczone na wysokości ~36 000 km nad równikiem. Krążą synchronicznie z ruchem Ziemi, więc „wiszą” nad stałym punktem na niebie. Pojedynczy satelita GEO potrafi objąć zasięgiem ogromny obszar – przykładowo jeden satelita może pokryć całą Afrykę. Dzięki temu usługi GEO (np. dawniej Thuraya czy obecne oferty Viasat/Inmarsat) docierały tam, gdzie nie sięga żadna infrastruktura naziemna. Jednak ta odległość ma cenę: sygnał musi pokonać 36 tys. km w każdą stronę, co oznacza wysokie opóźnienia rzędu 600 ms lub więcej. To wystarczy do wysłania maila, ale prowadzenie wideorozmów czy granie online bywa uciążliwe. GEO mają też ograniczoną przepustowość – przy zbyt wielu użytkownikach spada prędkość, a podczas burzy sygnał z tak daleka łatwo ulega zakłóceniom.

LEO (Low Earth Orbit) – to podejście, które zrewolucjonizował Starlink. Satelity LEO krążą na wysokości kilkuset kilometrów (Starlink ~550 km), czyli około 65 razy bliżej Ziemi niż GEO. Dzięki temu opóźnienia spadają do wartości jak przy światłowodzie: 25–60 ms zamiast 600+ ms. Skutek? Możemy oglądać streaming, prowadzić wideokonferencje i grać, zapominając, że dane lecą przez kosmos. Minusem jest jednak to, że jeden satelita LEO pokrywa naraz mały wycinek Ziemi i jest w ciągłym ruchu. Aby zapewnić ciągłość usługi, potrzeba konstelacji tysięcy satelitów krążących po całej planecie niczym rój. SpaceX ma już na orbicie ponad 8,600 satelitów Starlink (stan na październik 2025), a docelowo może ich być dziesiątki tysięcy. Efekt jest imponujący: Starlink działa obecnie w ponad 150 krajach świata i oferuje szybki internet nawet 50–150 Mb/s z niskim pingiem, co wcześniej dla łączy satelitarnych było nieosiągalne. W istocie, testy w Afryce wykazały, że prędkości Starlink (np. 106 Mb/s w Botswanie) wielokrotnie przewyższają lokalne ISP (średnio 9 Mb/s). Również w Kenii i Nigerii uzyskano 45–50 Mb/s przy opóźnieniach 53–60 ms – parametry nie do pomyślenia przy dawnych satelitach geostacjonarnych.

Globalny zasięg – internet z nieba nad Kenii i nie tylko

Wracając do naszego podróżnika: skoro LEO obiecują globalny zasięg, czy Marek faktycznie będzie online wszędzie? W dużej mierze tak – ale z pewnymi zastrzeżeniami.

Z technicznego punktu widzenia konstelacje LEO mogą zapewnić pokrycie całej planety. Starlink chwali się łącznością w 99% zamieszkanych obszarów i dostępnością na każdym oceanie. W praktyce, od czasu uruchomienia usług w 2020 r., Starlink rozrósł się błyskawicznie – do końca 2024 r. miał ponad 4,6 mln użytkowników, a w połowie 2025 przekroczył 6 milionów. W sierpniu 2025 liczba subskrybentów sięgnęła już 7 mln. W samej Afryce, gdzie tradycyjny internet jest słabiej rozwinięty, Starlink jest już obecny w 23 krajach (stan na koniec 2025) i ciągle się rozszerza. Kenia – cel podróży Marka – dołączyła do tego grona w lipcu 2023. Oznacza to, że teoretycznie w dowolnym punkcie Kenii można zamówić usługę i złapać sygnał z satelity, niezależnie czy jesteśmy na sawannie w Masai Mara, nad jeziorem Turkana czy na stoku Kilimandżaro.

Prawo a Afryce a internet satelitarny

Są jednak dwa kluczowe „gwiazdki”: prawo i infrastruktura naziemna. Po pierwsze, usługa musi być dopuszczona przez lokalne władze. Starlink to nie tylko satelity – firma potrzebuje stacji bramowych oraz licencji telekomunikacyjnych w danym kraju, inaczej korzystanie może być uznane za nielegalne. W większości państw Afriki regulacje udało się pokonać, ale zdarzały się wyjątki. Przykładowo w Zimbabwe początkowo korzystanie ze Starlink bez licencji było zakazane, a regulator nakazał SpaceX blokować sygnał nad krajem do czasu uzyskania pozwolenia. W RPA z kolei specyficzne wymogi dotyczące udziału lokalnych inwestorów w spółce (tzw. Black Economic Empowerment) opóźniły start Starlink – mimo że Elon Musk pochodzi z RPA, jego internet satelitarny wciąż czekał tam na zielone światło do końca 2025 roku. Na szczęście Kenia nie stwarza takich barier – licencje przyznano, a nawet zawarto partnerstwa z miejscowymi operatorami, takimi jak Africa Mobile Networks, by wykorzystać Starlink do łączenia stacji bazowych telefonii komórkowej poza zasięgiem światłowodów. Innymi słowy, sygnał z satelitów dociera, ale to od lokalnych przepisów zależy, czy zwykły człowiek może z niego skorzystać legalnie.

Drugim aspektem jest infrastruktura uzupełniająca. Choć satelity mogą komunikować się laserowo między sobą, to aby wpuścić Twoje dane do globalnego Internetu, zwykle korzystają z bram naziemnych połączonych światłowodem. Im bliżej taka brama (tzw. Point of Presence) – tym lepiej dla jakości. Na przykład uruchomienie węzła Starlink w Nairobi w 2025 r. obniżyło ping o 81%, do 53 ms (bo ruch nie musiał już wędrować przez kilka serwerów po drodze). SpaceX stawia więc stacje w newralgicznych miejscach – Kenia i Nigeria mają swoje – by usługa działała sprawnie. W najbardziej odległych zakątkach (np. na środku oceanu czy pustyni) Starlink potrafi radzić sobie bez lokalnego węzła dzięki komunikacji satelita-satelita, ale wtedy opóźnienie może być nieco wyższe. Niemniej, z punktu widzenia użytkownika końcowego zasięg faktycznie pokrywa praktycznie cały glob, poza krańcami polarnymi czy państwami, które świadomie tego zabronią.

Czy zatem nie ma żadnych „czarnych dziur”? Pod kątem geograficznego pokrycia – bardzo niewiele. Jednak paradoksalnie problemy pojawić się mogą tam, gdzie… jest zbyt duże zainteresowanie. Każdy satelita ma ograniczoną pojemność transmisji i obsłuży tylko określoną liczbę aktywnych terminali naraz. Jeśli w jakimś mieście nagle tysiące osób kupią Starlink, sieć może się zapchać. I to właśnie stało się m.in. w Nairobi. W połowie 2024 popyt w stolicy Kenii rósł tak szybko, że Starlink tymczasowo wstrzymał przyjmowanie nowych zamówień w Nairobi i okolicznych hrabstwach – ogłaszając, że osiągnięto limit przepustowości i trzeba poczekać na wzmocnienie sieci. Elon Musk zapewniał, że wysyła kolejne satelity, by rozładować „korek” nad Nairobi, jednak do tego czasu mieszkańcy otrzymywali komunikat „sold out” przy próbie zamówienia usługi. Podobne problemy „sytej pustyni” notowano w Lagos czy Harare – duże miasta wprowadziły Starlink na tyle masowo, że firma musiała czasowo zawieszać sprzedaż, mimo że sygnał fizycznie tam docierał. Dla Marka, który wybiera się poza metropolie, nie jest to jednak zła wiadomość – na kenijskiej prowincji obciążenie sieci będzie małe, więc talerz złapie internet bez tłoku. Musi za to uważać na inne, bardziej przyziemne przeszkody.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o

0 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments

Porównaj najlepsze oferty operatorów
oszczędź nawet 50%

Pan Wybierak – bezpłatna porównywarka najlepszych ofert operatorów

Panwybierak.pl to porównywarka ofert dostawców Internetu, telewizji i telefonu. W jednym miejscu porównasz najlepsze oferty dostępne w Twoim budynku. Zamawiając na panwybierak.pl nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, ustalimy dla Ciebie dogodny i szybki termin bezpłatnej dostawy usług i umowy.

testimonial.author

To jedna z najbardziej kompletnych wyszukiwarek, z trafnym dopasowaniem ofert internetu, telewizji kablowej i telekomów do adresu zamieszkania, z której bardzo chętnie korzystają nasi czytelnicy – polecamy!

mobiRANK.pl
testimonial.author

Pan Wybierak to świetny serwis, dzięki któremu nie tylko poznałem wszystkie możliwe warianty instalacji internetu w moim miejscu zamieszkania, ale także odkryłem naprawdę tanią ofertę. Ogólnie - rewelacja!

Paweł z Krakowa

Mówią o nas

  • UKE
  • antyweb logo
  • speedtest logo
  • money logo
  • wirtualna polska