Jaki internet na wyjazd do Afryki? Warto rozważyć internet satelitarny, bo działa
1 lutego 2026
Globalny zasięg oznacza internet z nieba nad Kenii i nie tylko. Sprawdziliśmy, czy mając internet satelitarny działający w Europie można na niego liczyć również jadąc np. na turystyczny wypad do Afryki – a konkretnie do Kenii.
Obraz satelity na niebie oświetlającym Ziemię internetem jest piękny, ale rzeczywistość potrafi go przysłonić – dosłownie. Największym wrogiem łączności satelitarnej są obiekty blokujące widok nieba. W przeciwieństwie do sygnału radiowego z nadajnika GSM czy Wi-Fi, który może czasem przemknąć między budynkami, sygnał z satelity wymaga względnie czystej linii widzenia. Starlink operuje w pasmach wysokiej częstotliwości (Ka/Ku, ok. 12–18 GHz), które dają dużą przepustowość, ale słabo przenikają przez fizyczne przeszkody – liście, ściany, a nawet krople deszczu. Jeśli nad anteną rozciąga się gęsty baldachim drzew, sygnał zanika lub ulega częstym przerwom. Talerz Starlink potrzebuje około 100° pola widzenia nieba – jeśli coś je ogranicza, pojawią się problemy. Jak pisze jeden z testerów: „Starlink ma sto stopni pola widzenia. Jakakolwiek przeszkoda w tym stożku = spadek wydajności”. Dotyczy to zwłaszcza drzew – las równikowy, zarośla czy choćby pojedyncza palma mogą stać się powodem „czarnej dziury” w dostępie do sieci, nawet jeśli wokół satelity krążą nad głową.
Można spodziewać się przerywanej łączności?
Czy to znaczy, że w buszu internet satelitarny nie zadziała? Niekoniecznie – ale wymaga pomysłowości. Rozwiązaniem jest wyniesienie anteny jak najwyżej ponad przeszkody. W terenowym obozie na safari Marek mógłby ustawić statyw z talerzem ponad koronami akacji, albo korzystać z dachu terenówki. W trudniejszych warunkach stosuje się nawet maszty teleskopowe, wieże czy montaż na drzewie – byle „dostać widok” na satelity. Część użytkowników mobilnych akceptuje też przerywaną łączność – bo lepszy internet z chwilowymi zanikami niż żaden. Jak zauważają posiadacze Starlink w kamperach, w gęsto zalesionym kampingu połączenie działa, ale potrafi się co jakiś czas zerwać. Traci się wtedy pakiety, spada prędkość, czasem przerywa streaming – czyli odczucia podobne do bycia w zasięgu słabego Wi-Fi. Dla przeglądania stron to niewielki dyskomfort, dla wideokonferencji – już większy. Marek planując pracę pod gołym niebem musi więc brać pod uwagę otoczenie: im więcej otwartej przestrzeni nad głową, tym pewniejszy internet.
Cóż, pogoda może niemiło zaskoczyć
Nawet gdy teren nie wadzi, naturze zdarza się płatać figle. Pogoda to kolejny czynnik, który może zamienić obietnicę internetu „wszędzie” w przerwę w transmisji. Szczególnie groźny jest ulewny deszcz. Fachowo mówi się o zjawisku rain fade – krople wody pochłaniają i rozpraszają sygnał satelitarny na wysokich częstotliwościach. Starlink, operując w pasmach Ka/Ku, jest podatny na ciężkie ulewy. Gdy nad naszym talerzem przetacza się tropikalna nawałnica, sygnał może słabnąć do zera. Testy pokazują, że zwykłe zachmurzenie czy lekki deszcz nie robią dużej krzywdy – sygnał radzi sobie z chmurami, dopóki nie stają się one ulewnym deszczem. Jednak podczas prawdziwej ściany deszczu internauci doświadczali zrywania połączenia nawet na kilkanaście minut. „Starlink w ulewie? Fizyki nie oszukasz – sygnał będzie blokowany przez wodę lecącą z nieba” – komentują użytkownicy forum. Co gorsza, burze tropikalne nierzadko przychodzą popołudniami, akurat gdy chcemy np. przesłać zdjęcia czy uczestniczyć w zebraniu online. Pewnym ratunkiem może być tryb grzania anteny (tzw. snow melt), który podnosi moc nadawania i podgrzewa powierzchnię – to pomaga stopić śnieg, a przy okazji może nieco przebić sygnałem silny deszcz. Niemniej, w trakcie najsilniejszych opadów lub burzy z piorunami lepiej założyć chwilową przerwę w dostępie do sieci – podobnie zresztą jak zanika czasem satelitarna telewizja w czasie nawałnicy.
Internet działa idealnie w… idealną pogodę
Inne kaprysy pogody również dają się we znaki: gęsta mgła czy bardzo grube zachmurzenie też mogą tłumić sygnał, choć zwykle nie tak dramatycznie jak ulewa. Silny wiatr może rozbujać antenę (choć starlinkowy „dish” jest dość masywny i sam się kalibruje). Śnieg i lód w warunkach kenijskich Markowi nie grożą, ale gdzie indziej oblodzenie talerza również potrafi zatrzymać transmisję. Podsumowując: internet satelitarny działa w każdą pogodę, ale idealnie jest wtedy, gdy jest… idealna pogoda. Im bliżej ekstremum, tym większa szansa, że zobaczymy buforujące wideo zamiast płynnego streamu.
Na koniec przyziemna, acz kluczowa kwestia: sprzęt i zasilanie. Idea „internetu wszędzie” wymaga, byśmy zabrali ze sobą odpowiednie urządzenie – inaczej sygnał przeleci nam nad głową nieuchwycony. Dla Starlink oznacza to terminal (antenę Dishy z routerem). To nie jest gadżet mieszczący się w kieszeni smartfona – standardowy talerz ma ~50 cm średnicy, do tego statyw, okablowanie i zasilacz. Waży to 5–7 kg, więc przenośne owszem, ale w plecaku wysokogórskim raczej kłopotliwe. Są co prawda nowsze mniejsze wersje („Flat High Performance” czy „Mini”), lecz wciąż wymagają one fizycznego ustawienia na postoju. Marek, planując dostęp do internetu w podróży, musi z góry zorganizować sobie taki zestaw – nie da się „złapać” internetu z satelity bez dedykowanego odbiornika. Na miejscu w Kenii, zwłaszcza poza miastami, nie kupi się go od ręki w sklepie – trzeba zamówić wcześniej. Starlink zaczął co prawda oferować w Kenii wypożyczanie zestawów za około 1 950 KES (15 USD) miesięcznie, ale to opcja raczej dla mieszkańców. Turysta musiałby raczej przywieźć własne urządzenie lub wynająć je od lokalnego dostawcy przed wyprawą.
Uwaga na kwestię zasilania internetu z satelity
Do sprzętu dochodzi zasilanie. Satelitarna antena jest sprytna, ale prądożerna – pobiera średnio 50–100 W mocy. W warunkach domowych to jak żarówka, lecz w dżungli trzeba mieć generator, przetwornicę w samochodzie albo spory zapas solara i akumulatorów, by całość zasilić. Bez prądu nawet najlepszy satelita nie pomoże. W odróżnieniu od smartfona, który może skorzystać z czyjejś infrastruktury (np. lokalnej sieci GSM), internet satelitarny to Twoja własna mini-infrastruktura, o którą musisz zadbać. Brak urządzeń lub energii oznacza brak internetu – i będzie to wtedy nasza własna „czarna dziura” zasięgu.

Miłośnik wszystkiego, co związane z nowymi technologiami. Kiedyś konsultant w branży telko; dziś działający głównie w sferze oprogramowania, a przy okazji niezmiennie zafascynowany wszystkim, co dotyczy technologii mobilnych oraz znaczenia internetu w codzienności. Kontakt: piotr@opiseo.com
Powiązane artykuły
Ładowanie bez kabla – czy to ryzyko, czy dzisiejszy zwykły standard
Można spodziewać się przerywanej łączności?…
Kiedyś brało się telefon od operatora z automatu. Dziś to nie takie oczywiste
Można spodziewać się przerywanej łączności?…
Nie tylko router. Jak można zapewnić internet w domu wszystkim osobom?
Można spodziewać się przerywanej łączności?…
Najnowsze artykuły
TOR, czyli przeglądarka cebulowa – czym jest i i jak działa takie rozwiązanie?
Można spodziewać się przerywanej łączności?…
Czy internet satelitarny działa wszędzie, czy też są czarne dziury?
Można spodziewać się przerywanej łączności?…
Straszą mnie ładowaniem indukcyjnym w kontekście telefonu. To prawda czy mit?
Można spodziewać się przerywanej łączności?…
Porównaj najlepsze oferty operatorów
oszczędź nawet 50%
Pan Wybierak – bezpłatna porównywarka najlepszych ofert operatorów
To jedna z najbardziej kompletnych wyszukiwarek, z trafnym dopasowaniem ofert internetu, telewizji kablowej i telekomów do adresu zamieszkania, z której bardzo chętnie korzystają nasi czytelnicy – polecamy!
Pan Wybierak to świetny serwis, dzięki któremu nie tylko poznałem wszystkie możliwe warianty instalacji internetu w moim miejscu zamieszkania, ale także odkryłem naprawdę tanią ofertę. Ogólnie - rewelacja!






